Facebook
Misja Grupa 5000+ audycji Kino Czat Kryzys? Napisz Broń
Podpis:
Numer GG:
KonteStacja.com - radio ludzi wolnych Wspieraj KonteStację i dołącz do Kontest.CLUB
Nie
20:00
Firma na emigracji
Pon
21:00
Wydanie Główne
Słuchaj radia
Wydanie Główne (1)
3 dni temu
A może by się tak nie wcinać?
O różnych dziedzinach, które nie muszą być państwowe. Zamknięcie stadionu za race. Zarobki piłkarzy. Ponad 200 psób do uśpienia przez marihuanę. Urzędy pracy. Ograniczenia Airbnb w...
Polski "Wall Street"
wczoraj
Co wpływa na jakość twoich decyzji inwestycyjnych?
W dzisiejszym wpisie będzie o przyjemnościach i bólu, związanych z naszymi transakcjami na giełdzie papierów wartościowych.
Skorzystaj z naszych projektów:

▸ Kontest.CLUB - wspieraj KonteStację
▸ Własna broń - zdobądź pozwolenie
▸ Wolny Rynek - w liczbach
▸ Emigrujesz - posłuchaj najpierw
▸ KontestKino - filmy na wieczór
▸ Poważny kryzys - napisz

Audycja: 2011-12-18

Uczelnie centralnie planowane

Nadający:

Komentarz ekonomiczny Insty

KOMENTARZE

Sebastian 2011-12-19

A jak zdobywano by tytuły naukowe?

EstEst 2011-12-19

@Sebastian Jako pracownik naukowo-dydaktyczny czuję się kompetentny w temacie. Tak więc odpowiedzi może być kilka: 
 
1) Tak jak na prywatnych uczelniach amerykańskich. 
 
2) A kto powiedział, że tytuły naukowe są w ogóle ważne dla prowadzenia badań naukowych? I tak do tytułu doktora dochodzi się praktycznie studiami i otrzymuje go, gdy naukowcy zatwierdzą, ze potrafisz samodzielnie publikować nowe rzeczy. A wyżej tytuły są czysto honorowe i mogłyby być przyznawane lokalnie - przez uczelnie.

Sarmaticus 2011-12-20

Karol w swoim przekazie ma częściowo rację. Trzeba zrobić taki podział na dydaktykę i badania. To już i tak istnieje oddolnie. Wielu jest u nas profesorów, doktorów, którzy są dobrymi wykładowcami, ale fatalnymi badaczami i odwrotnie. 
 
Odpłatność i nieodpłatność studiów wyższych to obosieczny miecz. Trudny do jednoznacznej oceny. 
 
Co do publikacji w języku angielskim to zgadzam się z autorami przytoczonego listu. To po prostu preferowanie nauki w danym języku nad naukę w innym. Rzadko kto zauważa, że w ten sposób preferuje się naukę anglosaską, z tej racji, że angielski jest językiem ojczystym dla wielu naukowców. Wychowują się w nim. Pozbawieni tej bariery (czyt. języka) mają już na samym starcie przewagę nad naukowcami z innych krajów. I tu już naukowość i konkurencyjność zostaje zaburzona. Często wystarczy pięknie pisać bzdury, a genialny umysł może nie przebić się przez słaby język. I gdzie tu naukowość? 
 
Porównywanie angielskiego do łaciny to jakieś nieporozumienie. Łacina, o ile mi wiadomo, nie była dla nikogo językiem ojczystym (pomijając czasy imperium rzymskiego). Każdy musiał się go nauczyć. Więc i każdy miał w miarę równy start. Po drugie z językoznawczego punktu widzenia, angielski jest fatalnym językiem jeśli chodzi o naukę - jest wieloznaczny, zależny od wielu kontekstów i jest zbyt "prosty". Co innego łacina. A piszę to zajmując się tym tematem dość głęboko.

EstEst 2011-12-23

@Sarmaticus: 
 
Nie zgadzam się. Łaciny wcale nie było trudniej się nauczyć niż języka angielskiego (przynajmniej na poziomie pisania prac naukowych). Tak więc, w porównaniu do tamtych czasów, naukowcom nie jest trudniej, co najwyżej części z nich (anglojęzycznej) jest łatwiej. Ale chyba o to chodzi, żeby wyniki uzyskiwać jak najłatwiejszą metodą, a niekoniecznie, żeby było idealnie równo. To nie zawody sportowe tylko nauka - dla dobra ludzkości chcemy, żeby uzyskiwane rezultaty były jak najefektywniejsze, a kto je uzyska jest rzeczą drugorzędną. 
 
Poza tym, cały system dotyczy porównania między sobą naukowców polskich, dla których nauczenie się języka angielskiego jest przeszkodą tego samego poziomu, a nie polskich z angielskimi. 
 
Po trzecie, w imię efektywności nauki - publikowanie po polsku nie ma sensu. Prawie nikt w świecie naukowym takiego artykułu nie przeczyta. A właśnie o to chodzi w nauce - żeby naukowcy wiedzieli jakie rezultaty kto uzyskał i wspólnie budowali ,,gmach wiedzy''. Nie ma sensu publikacja dla samej publikacji. Napisanie świetnego artykułu po polsku to jak zrobienie bardzo wytrzymałej cegły i pokazanie jej tylko kilku kolegom, zamiast użycia przy budowie. 
 
Nie bez znaczenia jest też przytoczony wcześniej argument. W Polsce uznanemu profesorowi (o którym nikt poza Polską nie słyszał) opublikuje się wszystko (bo inaczej może nie zaprosić na konferencję, uwalić doktoranta, albo w jakiś inny sposób zaszkodzić). Publikacja za granicą zwiększa szanse na obiektywizm oceny. 
 
,,Często wystarczy pięknie pisać bzdury, a genialny umysł może nie przebić się przez słaby język.'' - jeśli piękno języka gdzieś decyduje o publikacji, to znaczy, że to nie jest nauka, tylko sztuka. Nie spotkałem się z taką sytuacją. 
 
W drugą stronę - jeśli ktoś jest geniuszem, ale nie potrafi się wypowiedzieć, to przecież może publikować wspólnie z gościem, który umie ładnie i po angielsku wytłumaczyć, o co chodzi w teorii. Moim zdaniem, to są równie cenne dla nauki umiejętności, bo jak powiedział Einstein: ,, Jeśli nie umiesz prosto wytłumaczyć, o co Ci chodzi, to tak naprawdę tego nie rozumiesz''. 
 
Oczywiście, wyjątkiem mogą być dziedziny związane li i jedynie z danym krajem - jakieś zagadnienia lingwistyczne, historyczne, czy prawne, którymi nikt za granicą się nie zainteresuje. Ale poza tym - publikacja, którą może przeczytać kilkudziesięciu specjalistów zawsze będzie mniej warta niż ta, którą może przeczytać kilkadziesiąt tysięcy. 
 
A ogólnie, zgadzam się z autorem - bez bodźca ekonomicznego próby sensownej oceny wyników naukowych są walką z wiatrakami. I każde kryterium ma widoczne gołym okiem wady. 
 
 
Uwaga do autora: Nie wiem, jak w naukach humanistycznych, ale w matematyce konferencje zazwyczaj nie są nudne. A przynajmniej nie każda. Wiadomo, że nie każdy wykład człowieka zainteresuje i nie każdy zrozumie, ale z 3/4 konferencji na których byłem wyniosłem sporą porcję przydatnej wiedzy. 1/4 to konferencje z niemojej dziedziny, na które pojechałem przypadkiem (sądziłem, że są o czym innym), bądź skonsultować z ekspertami swoje wyniki, które o tamtą dziedzinę zahaczały.

Dodaj komentarz...


Cotygodniowy komentarz przygotowany przez specjalistów Instytutu Ludwiga von Misesa nadzorowany przez Szymona Chrupczalskiego.

Instytut jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej. Instytut został nazwany na cześć – naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. – Ludwiga von Misesa.

Inne audycje tego autora:

Nowe wspaniałe zamówienia (2) - 4 lata temu






Polskie Detroit? (9) - 4 lata temu

Więcej audycji...


Prywatyzacja po polsku - 4 lata temu

Prawo Biedy Ricardo (1) - 4 lata temu




Czy zje nas Deutsche Bahn? (5) - 4 lata temu



Wenezuela Hugo Chaveza (5) - 5 lat temu










Jak zrobić biznes na ACTA (1) - 6 lat temu









Exposé i duch Keynesa - 7 lat temu






Doing Business - 7 lat temu

Myślenie lokalne - 7 lat temu






Zapomniany pasażer PKP (3) - 7 lat temu


Ceny paliw - 7 lat temu

QE3 tuż za progiem - 7 lat temu


Lewica, prawica i buspasy (6) - 7 lat temu

Refundacja socjalizmu (1) - 7 lat temu

Choroba europejskich oczu (1) - 7 lat temu




Rządy i agencje ratingowe (2) - 7 lat temu





Przeciw jednemu procentowi (5) - 7 lat temu


Bazylea 2,3... 100? - 7 lat temu



Cukier centralnie planowany (4) - 7 lat temu









Koniec monopolu NBP? (1) - 8 lat temu



VATowane książki (2) - 8 lat temu

Co czeka PKP? - 8 lat temu



Fala bankructw państw UE (4) - 8 lat temu

A dzisiaj polecamy:
 align="center">
Program sponsorują:

Stf - - 200.00
Faks - - 50.00

Możesz i ty zasponsorować >>>

Promuj radioWydrukujDaj komuś ulotkęChcesz prowadzić audycję?Kontakt