Facebook
Podpis:
Numer GG:

Dziś
21:00
Egzotyczny kraj: Finlandia gość: Maks, doświadczony emigrant
Jutro
21:00
Jan Fijor zaprasza
Słuchaj radia
Wydanie Główne (20)
7 dni temu
Czy wziąłbyś order?
Co byś wziął od państwa, a czego nie?
Jan Fijor zaprasza (18)
8 dni temu
Jan Fijor - Polskie sądy zachęcają do wyjazdu
Janek ma ciśnienie, ale nie słuchał TOK FM, tylko wrócił ze sprawy sądowej po której zastanawia się nad ponowną emigracją.
Świat Kamila C.
wczoraj
Anna i Michał Kustosik - Zainwestuj nieruchomości w Łodzi
Małżeństwo, które inwestuje w nieruchomości i w oparciu o nie buduje swój biznes. Już 5 lat działają na rynku w Łodzi. Zajmują się zarządzaniem wynajmami z gwarancją czynszu oraz pomagają...

Audycja: 2011-12-18

Uczelnie centralnie planowane

Nadający:

Komentarz ekonomiczny Insty
Pobierz [11,8 MB]

KOMENTARZE

Sebastian 2011-12-19

A jak zdobywano by tytuły naukowe?

EstEst 2011-12-19

@Sebastian Jako pracownik naukowo-dydaktyczny czuję się kompetentny w temacie. Tak więc odpowiedzi może być kilka: 
 
1) Tak jak na prywatnych uczelniach amerykańskich. 
 
2) A kto powiedział, że tytuły naukowe są w ogóle ważne dla prowadzenia badań naukowych? I tak do tytułu doktora dochodzi się praktycznie studiami i otrzymuje go, gdy naukowcy zatwierdzą, ze potrafisz samodzielnie publikować nowe rzeczy. A wyżej tytuły są czysto honorowe i mogłyby być przyznawane lokalnie - przez uczelnie.

Sarmaticus 2011-12-20

Karol w swoim przekazie ma częściowo rację. Trzeba zrobić taki podział na dydaktykę i badania. To już i tak istnieje oddolnie. Wielu jest u nas profesorów, doktorów, którzy są dobrymi wykładowcami, ale fatalnymi badaczami i odwrotnie. 
 
Odpłatność i nieodpłatność studiów wyższych to obosieczny miecz. Trudny do jednoznacznej oceny. 
 
Co do publikacji w języku angielskim to zgadzam się z autorami przytoczonego listu. To po prostu preferowanie nauki w danym języku nad naukę w innym. Rzadko kto zauważa, że w ten sposób preferuje się naukę anglosaską, z tej racji, że angielski jest językiem ojczystym dla wielu naukowców. Wychowują się w nim. Pozbawieni tej bariery (czyt. języka) mają już na samym starcie przewagę nad naukowcami z innych krajów. I tu już naukowość i konkurencyjność zostaje zaburzona. Często wystarczy pięknie pisać bzdury, a genialny umysł może nie przebić się przez słaby język. I gdzie tu naukowość? 
 
Porównywanie angielskiego do łaciny to jakieś nieporozumienie. Łacina, o ile mi wiadomo, nie była dla nikogo językiem ojczystym (pomijając czasy imperium rzymskiego). Każdy musiał się go nauczyć. Więc i każdy miał w miarę równy start. Po drugie z językoznawczego punktu widzenia, angielski jest fatalnym językiem jeśli chodzi o naukę - jest wieloznaczny, zależny od wielu kontekstów i jest zbyt "prosty". Co innego łacina. A piszę to zajmując się tym tematem dość głęboko.

EstEst 2011-12-23

@Sarmaticus: 
 
Nie zgadzam się. Łaciny wcale nie było trudniej się nauczyć niż języka angielskiego (przynajmniej na poziomie pisania prac naukowych). Tak więc, w porównaniu do tamtych czasów, naukowcom nie jest trudniej, co najwyżej części z nich (anglojęzycznej) jest łatwiej. Ale chyba o to chodzi, żeby wyniki uzyskiwać jak najłatwiejszą metodą, a niekoniecznie, żeby było idealnie równo. To nie zawody sportowe tylko nauka - dla dobra ludzkości chcemy, żeby uzyskiwane rezultaty były jak najefektywniejsze, a kto je uzyska jest rzeczą drugorzędną. 
 
Poza tym, cały system dotyczy porównania między sobą naukowców polskich, dla których nauczenie się języka angielskiego jest przeszkodą tego samego poziomu, a nie polskich z angielskimi. 
 
Po trzecie, w imię efektywności nauki - publikowanie po polsku nie ma sensu. Prawie nikt w świecie naukowym takiego artykułu nie przeczyta. A właśnie o to chodzi w nauce - żeby naukowcy wiedzieli jakie rezultaty kto uzyskał i wspólnie budowali ,,gmach wiedzy''. Nie ma sensu publikacja dla samej publikacji. Napisanie świetnego artykułu po polsku to jak zrobienie bardzo wytrzymałej cegły i pokazanie jej tylko kilku kolegom, zamiast użycia przy budowie. 
 
Nie bez znaczenia jest też przytoczony wcześniej argument. W Polsce uznanemu profesorowi (o którym nikt poza Polską nie słyszał) opublikuje się wszystko (bo inaczej może nie zaprosić na konferencję, uwalić doktoranta, albo w jakiś inny sposób zaszkodzić). Publikacja za granicą zwiększa szanse na obiektywizm oceny. 
 
,,Często wystarczy pięknie pisać bzdury, a genialny umysł może nie przebić się przez słaby język.'' - jeśli piękno języka gdzieś decyduje o publikacji, to znaczy, że to nie jest nauka, tylko sztuka. Nie spotkałem się z taką sytuacją. 
 
W drugą stronę - jeśli ktoś jest geniuszem, ale nie potrafi się wypowiedzieć, to przecież może publikować wspólnie z gościem, który umie ładnie i po angielsku wytłumaczyć, o co chodzi w teorii. Moim zdaniem, to są równie cenne dla nauki umiejętności, bo jak powiedział Einstein: ,, Jeśli nie umiesz prosto wytłumaczyć, o co Ci chodzi, to tak naprawdę tego nie rozumiesz''. 
 
Oczywiście, wyjątkiem mogą być dziedziny związane li i jedynie z danym krajem - jakieś zagadnienia lingwistyczne, historyczne, czy prawne, którymi nikt za granicą się nie zainteresuje. Ale poza tym - publikacja, którą może przeczytać kilkudziesięciu specjalistów zawsze będzie mniej warta niż ta, którą może przeczytać kilkadziesiąt tysięcy. 
 
A ogólnie, zgadzam się z autorem - bez bodźca ekonomicznego próby sensownej oceny wyników naukowych są walką z wiatrakami. I każde kryterium ma widoczne gołym okiem wady. 
 
 
Uwaga do autora: Nie wiem, jak w naukach humanistycznych, ale w matematyce konferencje zazwyczaj nie są nudne. A przynajmniej nie każda. Wiadomo, że nie każdy wykład człowieka zainteresuje i nie każdy zrozumie, ale z 3/4 konferencji na których byłem wyniosłem sporą porcję przydatnej wiedzy. 1/4 to konferencje z niemojej dziedziny, na które pojechałem przypadkiem (sądziłem, że są o czym innym), bądź skonsultować z ekspertami swoje wyniki, które o tamtą dziedzinę zahaczały.

Dodaj komentarz...


Cotygodniowy komentarz przygotowany przez specjalistów Instytutu Ludwiga von Misesa nadzorowany przez Szymona Chrupczalskiego.

Instytut jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej. Instytut został nazwany na cześć – naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. – Ludwiga von Misesa.

Inne audycje tego autora:

Nowe wspaniałe zamówienia (2) - 3 lata temu






Polskie Detroit? (9) - 3 lata temu

Więcej audycji...


Prywatyzacja po polsku - 3 lata temu

Prawo Biedy Ricardo (1) - 3 lata temu




Czy zje nas Deutsche Bahn? (5) - 3 lata temu



Wenezuela Hugo Chaveza (5) - 4 lata temu










Jak zrobić biznes na ACTA (1) - 5 lat temu









Exposé i duch Keynesa - 6 lat temu






Doing Business - 6 lat temu

Myślenie lokalne - 6 lat temu






Zapomniany pasażer PKP (3) - 6 lat temu


Ceny paliw - 6 lat temu

QE3 tuż za progiem - 6 lat temu


Lewica, prawica i buspasy (6) - 6 lat temu

Refundacja socjalizmu (1) - 6 lat temu

Choroba europejskich oczu (1) - 6 lat temu




Rządy i agencje ratingowe (2) - 6 lat temu





Przeciw jednemu procentowi (5) - 6 lat temu


Bazylea 2,3... 100? - 6 lat temu



Cukier centralnie planowany (4) - 6 lat temu









Koniec monopolu NBP? (1) - 6 lat temu



VATowane książki (2) - 7 lat temu

Co czeka PKP? - 7 lat temu



Fala bankructw państw UE (4) - 7 lat temu

A dzisiaj polecamy:
 align="center">
Program sponsorują:

Stf - - 200.00
Faks - - 50.00

Możesz i ty zasponsorować >>>

Promuj radioWydrukujDaj komuś ulotkęChcesz prowadzić audycję?Kontakt