Facebook
Misja Grupa 5000+ audycji Kino Czat Kryzys? Napisz Kontest.CLUB Broń
Podpis:
Numer GG:
strona główna Kontestacji Własna broń – zdobądź pozwolenie
Dziś
21:00
The Orville, STD i inne nie-Star Treki gość: Zenon Skition (nie ten filozof
Jutro
21:00
Jan Fijor zaprasza (na żywo)
Słuchaj radia
Wydanie Główne
dziś
Kto jest najwiekszym złodziejem?
Komu zabrać, a komu dać? Uszczelnianie. Superminister nie oszczędza podatników. Rewolucja w ZUS. Rewolucja w urlopach. Rewolucja w cenach masla i cukru. 1mln mniej whisky.
Nikt nas nie uczy jak sprzedawać
wczoraj
Czy handlowiec powienien być pewny siebie
Czy handlowiec powinien byc pewny siebie? A jezeli tak, to w jakich aspektach i obszarach taka dobra pewność siebie powinna być widoczna? Odcinek kończy się zaproszeniem do udziału w...
Skorzystaj z naszych projektów:

▸ Własna broń - zdobądź pozwolenie
▸ Wolny Rynek - w liczbach
▸ Emigrujesz - posłuchaj najpierw
▸ KontestKino - filmy na wieczór
▸ Poważny kryzys - napisz
▸ Kontest.CLUB - wstąp i ucz się z nami

Audycja: Wydanie Główne 2011-05-05

Ostatni raz przypieprzamy się do Kazika

Nadający: Marcin Hugo Kosiński

A przy okazji, rozmawiamy o tym, jak NIK obnaża słabość wszelkich regulacji państwowych.
Pobierz [76,7 MB]

KOMENTARZE

WAR 2011-05-05

Wydaje mi się, że po tym jak płyta Kultu "Hurra" wyciekła do sieci 2 tygodnie przed premierą w Kaziku coś pękło.

nikodem 2011-05-05

Mam pytanie do ojców prowadzących. Krytykujecie jakiekolwiek regulacje prawne, promujecie rozstrzyganie sporów w sądzie, czy widzicie do czego to prowadzi? Pan Kazimierz was posłuchał! :p  
A tak poważnie, myślę, że Kaziu padł ofiarą swojego prawnika. Dostał jakiś świstek, nie przeczytał, podpisał a prawnik wziął się do roboty. A to, że rozwiązanie umowy jest bardzo niekorzystne, cóż, prawnik tylko zaciera ręce.  
 
A to że jakaś płyta wyciekła... Niech ściga tych właściwych ludzi, bo to co teraz robi przypomina falę. Znalazł sobie słabszych do dręczenia. Zacytowałbym fragment z jego piosenki, ale nie chcę robić problemów.

Termit 2011-05-06

Zanim skomentujecie i wylejecie pomyje na Kazimierza BŁAGAM! sprawdzcie o co naprawdę chodzi!  
 
Prawnik który steruje sprawami Kazimierza jest jego wieloletnim przyjacielem więc nie ma miejsca sytuacja o której mówi nikodem 
 
Ujawnienie korespondecji pomiędzy autorem strony o Kazimierzu a jego synową jest karygodne bez względu na status prawny takiego działania. 
 
Czepianie się osób trzecich w sprawe, tak jak to robi teraz Hugo, kłóci się nijako z misją kontestacyjną o nie wtrącaniu się w umowy prawne które miedzy sobą zawiązują osoby prywatne.  
Możecie sobie tylko komentować, co czyńcie. Ale nie udzielajcie rad! bo zostaniecie hipokrytami roku. 
 
To że płyta wyciekła przed premierą rozzłościłoby każdego artyste, niezależnie od jego poglądów, więc nie pieprzcie że Kazimierz to taki łasy na kase, gdyby był to widzielibyście go w tvn-e jak Muńka komentującego politykę albo w reklamie piwa.  
 
Kazimierz uwierzył w to że można się domagać swoich praw w obecnym ustroju, niestety odbierze srogą lekcje wyjasniającą mu że gdy się juz stanie tzw. osobą publiczną, zakres swoich praw spada wprost proporcjonalnie do popularności jaką się osiąga. 
 
Mój apel: nie kopcie leżącego! Kazimierz to ofiara kapitalizmu, a w kapitalizmie nie ma miejsca dla romantyków którzy się przyznają ze nie wiedzą co to Facebook. Wasze plucie i tak do niego nie dotrze. Dajcie spokój. 
 
 
A propo autora fanowskiej strony, od samego początku do samogo końca powinien mieć swiadomość że to co robi jest hobby!! To że poświęcił temu 10 lat życia nie ma żadnego znaczenia, a gdy odrzucił rozmowy ze swoim idolem muzycznym, nie mam wątpliwości że ma coś nie tak z głową.  
 
Jeśli posiada taką wiarę w scene fanów swojej strony nad którą tak teraz płacze, niech zamiast reklam zastosuje system dotacji jaki funkcjonuje na kontestacji. Nie zrobi tego bo nie ma mózgu albo jest zwykłą ciotą zamkniętą na jakiekolwiek racjonalne propozycje, ma zbyt wyoskie mniemanie o sobie.

sprae 2011-05-06

Z tego co pisze Kazik sprawa polegała na tym, że nasz bohater nie lubi firmować swoim nazwiskiem żadnych produktów. Ktoś z jego towarzystwa powiedział mu, że na owej stronie panoszy się coraz więcej reklam, co zostało odebrane jako uderzenie w wyżej przedstawioną zasadę i jakoś potraktowane. Jak ktoś ma hopla na punkcie swojego wizerunku to trzeba się z tym liczyć. 
Z tego co Kaik pisze, były wcześniejsze próby kontaktu i umówienia się na browar z autorem strony. Problem w tym, że były ignorowane. 
Nie wiem jaki interes w tym wszystkim ma autor strony, więc nie chcę osądzać i z góry niczego zakładać. 
To co wyszło z tej sprawy to raczej jakaś chęć zemsty i dokopania przypominające 4chanowe śledztwa. Te śledztwa zwykle polegają na tym, że atakuje się każdego podejrzanego, aż się trafi na odpowiednią osobę. Potem się obwieszcza sukces skupiając na ostatnim ataku, nie myśląc już o wcześniejszych jego ofiarach.

JaraS 2011-05-06

Czyli, żeby coś o kimś napisać trzeba mieć pozwolenie? Nie kupuje tego. Jak gazeta coś o nim napisze to też jej grozi procesem, bo są w niej reklamy? Właściciel strony nie podszywał się pod Kazika, wyraźnie było napisane, że to strona fanowska. To kazik zamachnął się na jego własność, a nie odwrotnie.

Martin 2011-05-06

Nie trzeba mieć. 
 
Tak naprawdę wcale nie jest przesądzone, że Kazik ma w ogóle jakiekolwiek prawa do ingerowania w stronę - w końcu to nie jest JEGO strona, tylko strona O NIM. Równie dobrze mógłby się domagać od Wikipedii, żeby wpis o nim był na zielonym tle, bo inne kolory mu się źle kojarzą. Tym bardziej grożenie procesem świadczy o jakiejś paranoi. 
 
Gdyby fan się naprawdę wkurzył na Kazika, to powinien powiedzieć "kiss my ass", następnie pójść do sądu i wygrać - by się może wtedy pan Kazimierz dowiedział gdzie są granice dysponowania cudzą własnością i że wolność słowa polega nie tylko na tym, żeby on mógł śpiewać co chce, ale też na tym, żeby inni mogli pisać o nim co chcą, gdzie chcą i jak chcą.

Phobs 2011-05-06

@Martin 
 
Strona nie należy DO NIEGO, ale bez wątpienia są na niej JEGO MATERIAŁY. 
 
Jeśli na stronie znajdowały się materiały NAPISANE PRZEZ/NALEŻĄCE DO Kazika, pan K miał prawo żądać usunięcia tych materiałów.  
 
Postulujesz dobrowolność zawierania umów między ludźmi. Umowa licencyjna na płycie, książce czy kasecie VHS mówi jasno - rozpowszechniać w celach komercyjnych nie wolno.  
 
Programy komputerowe często mają dopisaną klauzulę - 'wolno używać ale wara od kodu źródłowego!' 
 
Jeśli nie chcesz przystać na taką formę umowy - po prostu nie kupuj płyty, nie czytaj książki, nie instaluj programu. 
 
Przymusu nie ma, ale zasad trzeba przestrzegać. 
To właśnie jest wolny rynek. 
 
Jeśli korzystasz z czegoś nie przestrzegając dobrowolnie zawartej umowy (nie musisz słuchać Kazika), nieznajomość prawa szkodzi podobnie jak w przypadku pobieraczka. 
 
Z tym, że Kazik nie mataczy ale postawił sprawę jasno. To że ktoś nie zgadza się z warunkami dobrowolnie zawartej umowy nie zwalnia go z obowiązku jej przestrzegania. 
 
@Strata Kazika 
 
Jeśli autor stronki chciał zagrać Kazikowi na nosie wystarczyło zrobić prostą rzecz - usunąć materiały KAZIKA (np. teksty piosenek) a zostawić materiały O KAZIKU (np. własnoręcznie napisana biografia). Wtedy pan K nie miałby podstaw aby wchodzić na drogę sądową.  
 
"I to tyle na ten temat."

JaraS 2011-05-06

A jeżeli nie kupiłem płyty, tylko słyszałem piosenkę w radio, to jaką łamię umowę spisując ze słuchu jej tekst? Jak można mówić o własności w odniesieniu do dóbr, które nie są rzadkie? Argument, że takie prawo aktualnie obowiązuje, nie jest żadnym argumentem, bo gdybyśmy zgadzali się na obowiązujące prawo to Kontestacja nie miałaby racji bytu.

Phobs 2011-05-06

@Jaras: A jeżeli nie kupiłem płyty, tylko słyszałem piosenkę w radio, to jaką łamię umowę spisując ze słuchu jej tekst?  
 
Spisujesz tekst, ze słuchu? Ok. 
Autor sprzedaje śpiewnik ze swoim tekstem? Ok. 
Sprzedajesz śpiewnik, z tekstem spisanym ze słuchu? Łamiesz umowę.  
Zobacz na dół strony kontestacji a sam zobaczysz jaką umowę łamiesz zarabiając na tym co spisałeś z radia - pisze tam: 
'Uznanie autorstwa - Użycie niekomercyjne' 
Wniosek: Na piosenkach, które usłyszysz między audycjami nie wolno ci zarabiać. 
 
@Jaras:Jak można mówić o własności w odniesieniu do dóbr, które nie są rzadkie? 
 
To, że możesz coś komuś zabrać nie znaczy, że to coś automatycznie ci się należy. Jeśli coś kupujesz, de facto podpisujesz umowę, że będziesz korzystać z produktu zgodnie z licencją. To nie jest wymysł jakiegoś głupiego prawodawcy, ale sposób w jaki producent czy autor broni swojego interesu. 
Jeśli nie zgadzasz się z umową to nie kupujesz produktu i tyle.  
Jeśli używasz produktu ale świadomie łamiesz umowę, wtedy zachowujesz się jak buc i nie jest to wina sprzedawcy. 
 
To bardzo podobne do sprawy z pobieraczkiem - nieznajomość prawa szkodzi. Jeśli nie czytasz i nie przestrzegasz DOBROWOLNYCH UMÓW to sam jesteś sobie winien.

JaraS 2011-05-06

"To, że możesz coś komuś zabrać nie znaczy, że to coś automatycznie ci się należy. Jeśli coś kupujesz, de facto podpisujesz umowę, że będziesz korzystać z produktu zgodnie z licencją." 
 
Ale co ja komu zabieram? Skoro komuś coś zabrałem, to jemu musiało coś ubyć. I co jeżeli nie kupuję płyty, a ściągam kopię z internetu? Wtedy nie zawieram z nikim umowy. Ewentualnie mogę usłyszeć przez ścianę jak gra u sąsiada. Też łamie umowę? 
 
"To nie jest wymysł jakiegoś głupiego prawodawcy, ale sposób w jaki producent czy autor broni swojego interesu. " 
 
Związki zawodowe też dbają o swój interes, ale to nie znaczy, że ich przywileje, nie są wymysłem głupiego prawodawcy. Używanie pojęcia własności do dóbr, które nie są rzadkie rodzi masę absurdów. Równie dobrze mogę wydać sobie słownik i domagać się, żeby ludzie przestali używać słów, które w nich zastrzegłem - czyli wszystkich w danym języku.

Tailor 2011-05-06

Dlaczego w dyskusjach dotyczących prawa autorskiego i własności intelektualnej tak często padają absurdalne, oderwane od rzeczywistości przykłady? A jak wyryję na kamieniu i sfotografuję a zdjęcie dam przybyszowi z przyszłości... nosz fak... Tego typu sprawy można zawsze łatwo rozsądzić używając zwyczajnie "zdrowego rozsądku". Mam wrażenie, że ci którzy tak bardzo kombinują, szukają po prostu usprawiedliwienia dla swojego "luźnego" podejścia do cudzej własności. Od kiedy spłacam na raty legalny soft nie mając jednocześnie czasem na żarcie, trochę inaczej patrze na te sprawy.

JaraS 2011-05-06

Bo własność intelektualna to absurd sam w sobie.

Phobs 2011-05-06

@Jaras - sprowadzasz wszystko do absurdu. 
 
1 Właściciel traci. 
Jeśli odbijesz pieniądze na drukarce i wprowadzisz je do obiegu, wartość wszystkich pieniędzy w obiegu spadnie o ułamek ułamka procenta bo pieniądz staje się coraz bardziej powszechny.  
Jeśli ściągniesz piosenkę z internetu zamiast kupować płytę właściciel traci, bo piosenka staje się coraz bardziej powszechna, a liczba osób kupujących płytę pozostaje stała.  
 
Jeśli usłyszysz ją przez ścianę od sąsiada to pamiętaj NIEZNAJOMOŚĆ PRAWA NIE ZWALNIA CIĘ Z OBOWIĄZKU JEGO PRZESTRZEGANIA. Jeśli coś przepisujesz to wypada podać źródło - nie uczyli tego w szkole? 
 
 
2 Nie można zastrzec słownika. 
Nie można zastrzec CYTOWANIA, albo PISANIA O albo UŻYWANIA SŁÓW Z tutaj Kazik rzeczywiście przesadził. Prawo autorskie z założenia broni jedynie przed wynaturzeniami takimi jak plagiat. Nie wolno ci PRZEPISAĆ CZYJEJŚ PRACY I UDOSTĘPNIĆ JEJ ZA DARMO jeśli właściciel tej pracy sobie tego nie życzy.  
 
Jeśli chcesz czymś rozporządzać to coś musi być twoje, prawda? Książki i piosenki piszą się same? Należą ogółu do społeczeństwa? Jakby spojrzeć na to z humorem to wybieramy między 'faszystowskim prawem autorskim' a 'socjalistyczną wizją wolnej twórczości'.

JaraS 2011-05-06

1. Inflacja plików muzycznych. Nieźle się uśmiałem. No i twierdzenie, że artysta traci poprzez wzrost swojej popularności. Niezłe, naprawdę niezłe. 
Proszę Cię, nie wyjeżdżaj mi z nieznajomością prawa, bo nie polemizuje z faktem, czy jakieś prawo obowiązuje, tylko czy powinno obowiązywać. 
 
2. Twoje myśli są Twoje, dopóki siedzą w Twojej głowie. Jeżeli je upubliczniasz, każdy może ich używać, modyfikować etc. Możesz ustanowić prawo, które tego zabrania, ale będzie ono nieodłącznie związane z przemocą.

Phobs 2011-05-06

@Jaras 
 
1  
Zaprzeczasz, że mnożenie pieniądza powoduje inflację? 
 
Artysta nie zyskuje pieniędzy dlatego, że ktoś o nim słyszał ale dlatego, że ktoś kupił jego produkt. Jeśli ludzie powielają nie-swój produkt za darmo zamiast kupować to artysta rzeczywiście na tym traci, a w każdym razie na pewno jest to działanie na jego szkodę. 
(Przez szkodę rozumiem brak zysku) 
 

W obronie swojej własności byłbym gotów uciec się do 'sądowej przemocy'. Jeśli upubliczniam myśli za pomocą medium takiego jak książka i zaczynam ją sprzedawać - mam prawo zastrzec, że TREŚCI ZAWARTEJ W MOJEJ KSIĄŻCE NIE WOLNO KOPIOWAĆ. Nadal wolno napisać ci drugą książkę o tym samym, ale jeśli użyjesz dokładnie takich samych słów to powinienem pozwać cię za plagiat. 
 
Nie chodzi tu tyle o 'prawo do idei' co o umowę na linii Sprzedawca - Kupujący. Powiedz mi jak wyobrażasz sobie WOLNY rynek jeśli ludzie nie będą mieli OBOWIĄZKU dotrzymywania dobrowolnie zawieranych umów? 
 
Umowa licencyjna to nie przemoc, tylko zwykła umowa z klauzulą. Masz alternatywę - nie musisz korzystać z treści objętych prawem autorskim i tyle...

JaraS 2011-05-06

"Zaprzeczasz, że mnożenie pieniądza powoduje inflację? " 
 
Po prostu nie widzę analogii do plików muzycznych. 
 
1. No ale co traci? Potencjalny zysk? Jak na jakiejś ulicy jest cukiernia i ja otwieram drugą, to ona też traci potencjalny zysk. 
 
2. Książka jest Twoją własnością, ale nie treść. Jeżeli ukradłbym Twoją książkę, to wtedy naruszam Twoją własność. Tekst może być powielany, bez szkody dla zasobu pierwotnego. Nie jest dobrem rzadkim, więc używanie w jej przypadku pojęcia własności jest absurdem, tak samo jak w przypadku powietrza.

Phobs 2011-05-06

1. 
Analogia jest prosta - jeśli coś jest powielane za darmo, próba sprzedaży tego czegoś mija się z celem. 
@Potencjalny zysk. 
 
A)Jeśli na ulicy jest cukiernia a ty otwierasz drugą... 
To jest konkurencja. 
 
B)Jeśli cukiernik z tej cukierni pozwala ci podejrzeć sposób w jaki wyrabia ciasto, zastrzegając że nie wolno ci używać 'sekretnej receptury' u ciebie. Ale ty i tak to robisz łamiąc umowę, którą zawarłeś z cukiernikiem. 
To jest skurwysyństwo. I łamanie praw autorskich. 
 
2. 
@Książka. 
 
Jeśli kupujesz moją książkę i powielasz bez mojej zgody - ty pierwszy uciekasz się do przemocy łamiąc umowę Sprzedawca-Kupujący, którą zawarłeś podczas kupna.

JaraS 2011-05-06

"Analogia jest prosta - jeśli coś jest powielane za darmo, próba sprzedaży tego czegoś mija się z celem. " 
Cenę pieniądza ustala rząd w drodze centralnego planowania. Jeżeli chcesz by cenę innych towarów ustalać w ten sam sposób, to chyba nie mamy o czym rozmawiać.  
 
Umowy licencyjne to próba o decydowaniu o czyjejś własności. Jeżeli komuś sprzedajesz książkę, to staje się ona jego własnością. Sprzedawca może mi dać zalecenia co do użycia towaru, który kupuje, ale nie może decydować co ja ze swoją własnością będę robił. Jeżeli obawiasz się, że ktoś może zrobić z Twoją twórczością coś, co Ci się nie spodoba, to nie sprzedawaj. 
 
"Jeśli cukiernik z tej cukierni pozwala ci podejrzeć sposób w jaki wyrabia ciasto, zastrzegając że nie wolno ci używać 'sekretnej receptury' u ciebie. Ale ty i tak to robisz łamiąc umowę, którą zawarłeś z cukiernikiem.  
To jest skurwysyństwo. I łamanie praw autorskich." 
 
Jeżeli upublicznia sekretną recepturę z myślą, że nikt jej nie będzie używał, to jest zwykłym debilem. Nie bez powodu nazywa to się SEKRETNA receptura.

Phobs 2011-05-06

Tradycyjna rozumienie praw autorskich jest takie: 
Podczas transakcji zawieramy umowę, której warunki ustalam ja, brzmi ona: 
1)Sprzedając ci książkę sprzedaję fizyczny nośnik. 
2)Prawo do upubliczniania treści / zarabiania na niej wciąż należy się tylko mnie. 
 
1# 
Zabronisz mi formułowania warunków umowy według mojego uznania?  
To co jest moje udostępniać mogę na takich warunkach na jakich chcę. 
Jeśli nie spodobają ci się warunki to nie podpiszesz umowy i kupisz mojego produktu. 
 
2# 
Jeśli cukiernik odpłatnie dzieli się recepturą tylko po tym jak podpiszesz, że nie użyjesz jej do celów komercyjnych to znaczy, że jest inteligentnym człowiekiem i na pewno wygra z tobą w sądzie, nawet jeśli prawo autorskie zostanie zniesione. Bo prawo autorskie może być albo może go nie być, ale kwestia dotrzymywania umów to w kapitalizmie rzecz święta. 
 
Nie można usprawiedliwiać łamania umów w imię idei, bo idee ma prawie każdy, a umów nie chce dotrzymywać prawie nikt...

JaraS 2011-05-06

"Zabronisz mi formułowania warunków umowy według mojego uznania?" 
Tak, jeżeli łamie prawo własności.  
 
W kapitalizmie rzecz święta to własność prywatna. Zwolennicy IP zachowują się jakby chcieli zjeść ciastko i mieć ciastko. Raz upubliczniona informacja, czy to w postaci dźwięku, czy tekstu taka już zostaje. Dokonał się postęp techniczny i powielanie informacji stało się nieskończenie tanie, praktycznie darmowe. Tworzenie sztucznego monopolu na informację, jest sprawą absurdalną. Twórca może znaleźć drogę do zarabiania na swojej twórczości, bez ingerencji we własność innych. Stary model biznesowy odchodzi do lamusa i nie ważne jak głośno środowiska twórcze będą płakać, już nie wróci. Niektórzy twórcy już to rozumieją i publikują swoją twórczość nieodpłatnie w internecie. Ludzie nie kupują już płyt, żeby posłuchać muzyki (może niewielki procent), kupują je w innym celu.

Phobs 2011-05-06

Paradoks wolności. Dla mnie kwestia prawa autorskiego wygląda tak: 
 
#A 
1) Jeśli uważasz, że umowa godzi w twoją własność to jej nie podpiszesz.  
2) Jeśli jej nie podpiszesz to produkt wciąż pozostaje wyłącznie moją własnością. 
3) Jeśli produkt jest moją własnością ty nie masz prawa go używać. 
4) Jeśli upubliczniasz coś co należy do mnie, godzisz w moją własność. 
 
#B 
1)Jeśli zgodzisz się z umową to zgodzisz się na licencję. 
2)Zgodziłeś się przestrzegać licencji = nie masz prawa wykorzystywać produktu w siaki czy owaki sposób. 
3) Jeśli upubliczniasz coś mimo umowy którą podpisaliśmy, ponownie godzisz w moją własność. 
 
Wiesz zapewne, że umowa nie musi dawać ci PEŁNEGO PRAWA do dysponowania produktem tak, jak ci się tylko zamarzy. 
 
Pomyśl o Bibliotekach i wypożyczalniach. Czy te miejsca godzą w twoje prawa ponieważ ograniczają czas w jakim wolno ci korzystać z produktu, który wypożyczasz i jeszcze (o zgrozo!) mają czelność stawiać warunki (książka zwrócona w dobrym stanie etc.).

Termit 2011-05-06

był jeszcze poruszony wątek domeny art.pl Domeny art.pl zabraniają umieszczania na nich reklam w regulaminie. www.art.pl polecam punkt 3.

JaraS 2011-05-06

"Pomyśl o Bibliotekach i wypożyczalniach. Czy te miejsca godzą w twoje prawa ponieważ ograniczają czas w jakim wolno ci korzystać z produktu, który wypożyczasz i jeszcze (o zgrozo!) mają czelność stawiać warunki (książka zwrócona w dobrym stanie etc.)." 
 
Ale czy ja kupuje książkę w bibliotece?  
 
"Wiesz zapewne, że umowa nie musi dawać ci PEŁNEGO PRAWA do dysponowania produktem tak, jak ci się tylko zamarzy." 
To jest dla mnie absurd. Kupuje coś = staje się moją własnością. Coś jest moją własnością = robię z tym co chce.  
 
Nie możesz mi czegoś sprzedać i dalej to mieć.

Phobs 2011-05-06

Książkę w bibliotece wypożyczasz na pewnych warunkach. 
Wniosek->Mogę ci coś pożyczyć, ale zachować prawo do ustalenia warunków. 
 
Pomyśl o sprzedaży książki jako o wypożyczeniu na czas nieokreślony z nałożonym na ciebie obowiązkiem NIEPUBLIKOWANIA zawartości pod karą umownej kary... 
Mogę zaoferować ci USŁUGĘ o takich warunkach?  
 
Właśnie stałeś się fizycznym posiadaczem książki, ale wciąż wiąże cię umowa między nami, która zabrania publikować ci jej zawartość...  
Sprzedałem ci ciastko, ale przepis na ciastka zachowałem dla siebie.

Cokeman 2011-05-06

mises.pl 
 
www.blog.gwiazdowski.pl 
 
Skoro siebie nie rozumiecie to posłuchajcie chociaz prawników. PLS

Phobs 2011-05-06

No, dyskusja rzeczywiście jest dosyć jałowa... 
@Cokeman, dzięki za artykuł, ale powiedz mi co o tym sądzisz:  
 
- Czy sprzeciw wobec 'własności intelektualnej' nie godzi prawo sprzedawcy do dobrowolnego zawierania umów? 
 
Bez przymusu ze strony państwa, między wolnymi ludźmi możemy określić takie warunki Kupna - Sprzedaży jakie nam obu odpowiadają. Problem wyłączności praw do rozpowszechniania nie ingeruje w niczyją wolność. Nakładanie obostrzeń działa podobnie jak w przypadku biblioteki - podpisujesz umowę, że nie skopiujesz tekstu, nie rozpowszechnisz, zwrócisz w dobrym stanie - książka jest twoja. Nie podpiszesz to twoja sprawa, widocznie nie potrzebujesz tej książki. 
 
Co to jest za chory system, w którym nie mogę zrzec się / sprzedać CZĘŚCI PRAW do materialnego obiektu, a każda transakcja odbywa się w systemie WSZYSTKO ALBO NIC. Według takiego rozumowania dzisiaj mam więcej praw niż miałbym w państwie wolnościowym...  
 
Czy jeśli sprzedam wan 'wyłączne prawo do dojenia mojej krowy co tydzień' to od razu uznacie się za właścicieli całej krowy?

dorota 2011-05-06

Ta strona z pewnością dała więcej zarobić Kazikowi niż jej autorowi. Wielu fanów na oficjalnym forum przyznało, że informacje o koncertach Kazika czerpali WYŁĄCZNIE ze strony staszewskiartpl. Także Kazik sam sobie strzelił w stopę tymi działaniami. 
 
Nie wspomnę już o działaniach żony jego syna, bo to już woła o pomstę do nieba.

JaraS 2011-05-06

"Pomyśl o sprzedaży książki jako o wypożyczeniu na czas nieokreślony z nałożonym na ciebie obowiązkiem NIEPUBLIKOWANIA zawartości pod karą umownej kary...  
Mogę zaoferować ci USŁUGĘ o takich warunkach? " 
 
Ok, tutaj masz rację, ale to dotyczy tylko osoby, która kupuje produkt. Jeżeli ona łamie umowę, to można żądać kary umownej. Lecz gdy jakaś osoba znajdzie gdzieś kopię, to nie można jej nic zarzucić. 
 
Pozwolę sobie wrócić do przykładu: 
"Jeśli cukiernik odpłatnie dzieli się recepturą tylko po tym jak podpiszesz, że nie użyjesz jej do celów komercyjnych to znaczy, że jest inteligentnym człowiekiem i na pewno wygra z tobą w sądzie, nawet jeśli prawo autorskie zostanie zniesione. Bo prawo autorskie może być albo może go nie być, ale kwestia dotrzymywania umów to w kapitalizmie rzecz święta. " 
 
Jeżeli cukiernik sprzedaje recepturę każdemu, nie wiedząc nawet z kim zawiera umowę, to życzę powodzenia w znalezieniu tej osoby. Jeżeli ja znajdę sobie ten przepis w internecie, a nie kupowałem go od owego cukiernika, to mogę wykorzystywać go komercyjnie.

Phobs 2011-05-06

Nareszcie jakiś konsensus! 
 
Zgadzam się w tobą : 
Prawo autorskie nie powinno atakować tego, kto nieświadomie korzysta z własności bezprawie wrzuconej jako open source. 
 
Ale od siebie dodam: 
Bezprawne wrzucenie czegoś z licencją jako open source to nadal złamanie umowy. Dlatego też Kazik miał powody, aby ścigać fansajt ze swoimi piosenkami.

dorota 2011-05-06

Miał prawo i było to podkreślane w audycji. Tak jak teraz jego fani mają prawo go za te działania linczować. Zgodność z prawem a zgodność ze zdrowym rozsądkiem to różne rzeczy.

Phobs 2011-05-06

Przepraszam, za przydługą i w sumie dość nudną dyskusję. 
Chciałem tylko pokazać, że łamiąc prawo autorskie, łamię umowę zawartą ze sprzedającym.  
 
Może podchodzę do tego ze złej strony, ale spędziłem kiedyś masę czasu pisząc program, który kilku osobom sprzedałem i kiedy słyszę bezpodstawne roszczenia jakoby to moje prawo, aby zabronić nieodpłatnego rozpowszechniania i grzebania w kodzie źródłowym stanowiły zamach na czyjąś własność. Na zdrowy rozum - jeśli korzystasz z mojego dzieła na podstawie mojej umowy godzisz się na moje warunki.

JaraS 2011-05-07

"Prawo autorskie nie powinno atakować tego, kto nieświadomie korzysta z własności bezprawie wrzuconej jako open source" 
 
Kto korzysta świadomie też nie. Zawierasz umowę na warunki użytkowania tylko z osobami, które to od Ciebie kupiły. . Jeżeli ktoś ją złamię i wrzuci kopię do internetu, to właśnie on powinien zapłacić Ci karę zawartą w umowie. Osoby, które ściągnęły kopię, nie zawierały z Tobą żadnej umowy.  
 
"Może podchodzę do tego ze złej strony, ale spędziłem kiedyś masę czasu pisząc program, który kilku osobom sprzedałem i kiedy słyszę bezpodstawne roszczenia jakoby to moje prawo, aby zabronić nieodpłatnego rozpowszechniania i grzebania w kodzie źródłowym stanowiły zamach na czyjąś własność. Na zdrowy rozum - jeśli korzystasz z mojego dzieła na podstawie mojej umowy godzisz się na moje warunki." 
 
Zgoda, ale w takim razie musisz sprzedawać tylko zaufanym osobom, co do których masz pewność, że nie upublicznią Twojego programu. Nie możesz domyślnie zawrzeć umowy z wszystkimi ludźmi na ziemi. Postęp techniczny sprawił, że koszt powielania informacji spadł do poziomu bliskiemu zeru, dlatego twórcy powinni uważać, by ich dzieło nie wpadło w niepowołane ręce, które nie uszanują umowy. Stary model biznesowy po prostu przestaje działać i twórcy muszą znaleźć inny sposób zarabiania na swojej twórczości.

Phobs 2011-05-07

@Widzę, że powoli posuwamy się do przodu. 
 
 
Mówisz, że powinienem sprzedawać tylko zaufanym osobom, ale sam rozumiesz, że coś takiego jest strasznie niepraktyczne. Moje zabezpieczenie przed wpadnięciem programu w niepowołane ręce wyglądało tak, że każdy kupujący dostał ode mnie odrobinkę inną wersję: 
 
1) W widocznym miejscu okna programu umieściłem napis:  
'Przeznaczony do użytku przez [adres email]' 
2) Zmieniłem kilka nieistotnych pierdółek, tak że patrząc na kod źródłowy mogłem łatwo poznać z czyją wersją mam do czynienia. 
 
Teraz widząc program udostępniony bez mojej wiedzy na czyjejś stronie internetowej mogę ściągnąć go i sprawdzić, który konkretnie kupiec ośmielił się złamać zawartą ze mną umowę. Jest to oczywisty przykład paranoi, ale paranoja ta wynika z niczego innego jak tylko z postawy ludzi, którzy nie szanują cudzej pracy i zawieranych umów.  
 
Moja metoda prowadzi właśnie do tego o czym mówiłeś - jeśli zobaczę, że coś przeciekło do sieci będę mógł namierzyć osobę, która jest za to bezpośrednio odpowiedzialna i podjąć odpowiednie działania przeciwko niej. Czytałem gdzieś, że przemysł muzyczny stosuje podobne metody znakowania każdej kopii unikalnym 'kluczem', tak że widząc nielegalną kopię produktu można łatwo namierzyć właściciela oryginału.  
 
Dlatego właśnie uważam, że zarówno ja jako malutki początkujący niby-przedsiębiorca jaki i ogromne muzyczne kompanie-molochy mamy pełne prawo aby ścigać i pociągać do odpowiedzialności ludzi, którzy beztrosko szafują naszą własnością, przekraczając to co dozwolone było w umowie. 
 
BTW. 
Umowę licencyjną na program podpisujesz w momencie gdy klikasz AKCEPTUJ w okienku instalacji. Dlatego mogę zawrzeć umowę z każdym UŻYTKOWNIKIEM, a nie tylko z każdym KUPCEM.

Phobs 2011-05-07

Sorry za double post ale muszę sprostować to co przed chwilą napisałem. 
 
Mówiąc 'Mamy pełne prawo' nie myślę:  
'to jest dozwolone według litery prawa'  
 
Chodzi mi raczej o:  
'to jest słuszne, racjonalne i niezbędne aby bronić moich praw jako twórcy i mojego interesu jako przedsiębiorcy'

JaraS 2011-05-07

"Umowę licencyjną na program podpisujesz w momencie gdy klikasz AKCEPTUJ w okienku instalacji. Dlatego mogę zawrzeć umowę z każdym UŻYTKOWNIKIEM, a nie tylko z każdym KUPCEM." 
 
Rozumiem, że jeśli zdobędę kopię Twojego programu, zaingeruję w kod, tak że ominę kliknięcie w akceptuj, umowa mnie nie obowiązuję. 
 
Co do tekstów na stronie, to nie da się udowodnić, że nie były spisane z kopii, której siłą rzeczy, licencja nie mogła już obowiązywać.

dorota 2011-05-07

Osoba która ukradła Ci samochód też nie godziła się na żadne warunki :D 
 
JaraS, skończ z tym komunistycznym pierdzieleniem, że jak coś jest niematerialne to należy się wszystkim za darmo, bo uszy puchną.

dorota 2011-05-07

Takie argumenty nie są warte żadnej dyskusji. "Bo mi się należy muzyka i programy za darmo!" -> świetnie. To programuj i komponuj sam.

JaraS 2011-05-07

1. Nie napisałem nigdzie, że coś mi się należy za darmo. 
2. Jak ukradniesz komuś samochód, to on nie ma już tego samochodu. 
3. Kinselle też uważasz za komunistę? Ciekawe.

dorota 2011-05-07

Kiedy ściągasz coś z internetu, ściągasz kopię czegoś, do czego nie masz prawa. To jest sytuacja zbliżona do pospolitej kradzieży. 
 
Jak już wczesniej pisałam, Rzymianie nie mieli problemu z odróżnieniem rzeczy od prawa do rzeczy. W umowie kupna konieczne było także przeniesienie własności rzeczy, samo przeniesienie posiadania nie wystarczało. To samo dotyczy wszystkiego innego. To, że ktoś ci sprzedaje jakiś przedmiot nie oznacza automatycznie że sprzedaje Ci wszystkie prawa do niego - jeżeli wyraźnie tego nie robi (bo jest umowa licencyjna) to znaczy, że nie stajesz się właścicielem utworu, a jedynie jego nośnika. 
 
A jeżeli zdobywasz jakiś produkt bez zgody jego właściciela to po prostu kradniesz. 
 
Nic więcej nie potrzeba. Każdy, kto uważa że własność intelektualna jest dobrem wspólnym jest pospolitym komuchem, niezależnie od nazwiska.

JaraS 2011-05-07

"To, że ktoś ci sprzedaje jakiś przedmiot nie oznacza automatycznie że sprzedaje Ci wszystkie prawa do niego - jeżeli wyraźnie tego nie robi (bo jest umowa licencyjna) to znaczy, że nie stajesz się właścicielem utworu, a jedynie jego nośnika. " 
 
To niech twórca ściga osobę, która złamała z nim umowę i upubliczniła jego pracę, a nie osoby trzecie. Jeżeli nie zawierałem umowy z właścicielem, to mnie ta umowa nie dotyczy. 
 
"A jeżeli zdobywasz jakiś produkt bez zgody jego właściciela to po prostu kradniesz.  
 
Nic więcej nie potrzeba. Każdy, kto uważa że własność intelektualna jest dobrem wspólnym jest pospolitym komuchem, niezależnie od nazwiska." 
 
Zanim nazwiesz kogoś komuchem, podważ jego argumenty. Link do artykułu Kinselli powyżej.

Phobs 2011-05-07

@JARAS: ODNOŚNIE TWOJEGO ARGUMENTU: 
Twoja argumentacja i do pewnego stopnia argumentacja artykułu Kinselli rodzą pewien ciekawy problem. Staracie się dowodzić swoich racji w ten sposób: 
 
1) Osoba A kupuję książkę zabezpieczoną licencją. 
2) Osoba A bezprawnie rozpowszechnia książkę, ale usuwa licencję.  
3) Osoba B znajduję książkę w wersji bez licencji, i rozpowszechnia ją dalej.  
 
WNIOSKI:  
A)Autor ma prawo ukarać osobę A, ponieważ złamała umowę. 
B)Osobie B nie można nic zrobić ponieważ książka w posiadaniu osoby B nie jest zabezpieczona licencją, jest to książka do której autor nie posiada już żadnych praw. 
 
Niespójność powyższego rozumowania, uwydatniona w mojej anegdotce, polega na tym, że: 
 
1) W chwili gdy osoba A usunęła licencję dopuściła się złamania umowy i straciła wszelkie prawo do dalszego dysponowania książką.  
2) Krążąca po sieci wersja pozbawiona umowy licencyjnej powstała w wyniku złamania umowy, mówiącej że książki nie wolno modyfikować (a zatem nie wolno było usunąć umowy licencyjnej). 
3) Ściągając z sieci 'dziką' wersję książki i rozpowszechniając ją dalej osoba B nieświadomie rozpowszechnia coś co wpadło w jej ręce w wyniku złamania umowy (Rothbard określił łamanie praw autorskich jako: 'implicite thieft')  
 
MÓJ KONTRARGUMENT: 
Jeśli łamiemy umowę działamy bezprawnie. Jeśli wchodzimy w posiadanie czegoś co uzyskane zostało w wyniku bezprawnego złamania umowy, prawo własności tej rzeczy nadal należy do pierwotnego właściciela (Autora). Właściciel ma więc prawo aby skonfiskować lub zniszczyć tę rzecz, a rekompensatę powinniśmy otrzymać od tego kto pierwszy złamał umowę, a zatem od osoby A. 
 
MOJE WNIOSKI: 
Jeśli osoba A dopuszcza się złamania umowy - Autor ma prawo ją ścigać. 
Jeśli osoba B korzysta z czegoś, co oddane zostało w jej ręce w sposób bezprawny - Autor ma prawo domagać się zniszczenia lub konfiskaty owego dobra, ponieważ to właśnie Autor jest prawowitym właścicielem tej rzeczy. 
 
Zgadzam się z postulatem, że nielegalne rozpowszechnianie treści książki to nie dokładnie to samo co kradzież fizycznego nośnika. Ale uzurpowanie sobie prawa do robienia czegoś, mimo że takiego prawa się nie posiada nadal nosi znamiona kradzieży. Jeśli już powołujemy się na autorytety w 'Man Economy and State' Rothbarda jest fragment 'Patents and Copyrights', który ewidentnie broni istnienia praw autorskich: 
 
1. 
"On the free market, there would therefore be no such thing as patents. There would, however, be copyright for any inventor or creator who made use of it, and this copyright would be per­petual,. " 
2. 
"Since the buyer does not buy the property outright, but only on this condition, any infringement of the con­tract by him or a subsequent buyer is implicit theft and would be treated accordingly on the free market. The copyright is there­fore a logical device of property right on the free market." 
 
BTW. 
Ile trzeba się dzisiaj napocić i naczytać, żeby udowodnić prostą prawdę, że kradzież rzeczy w dowolnej formie nadal jest przestępstwem.

JaraS 2011-05-07

Trzeba się napocić, bo konstrukt własności intelektualnej jest absurdalny. Czy można mówić o kradzieży jeżeli zasób autora nie został uszczuplony? Moim zdaniem nie. Jeżeli coś zostało Ci skradzione, wyklucza to możliwość użytkowania przez Ciebie. Sztuczny monopol na zarządzanie informacją nie może być egzekwowany bez inicjacji przemocy na własność osób trzecich. 
 
"MÓJ KONTRARGUMENT: [...]" 
Czyli według Ciebie, w przykładzie Kinselli o ziemi pod którą jest ropa, farmerzy musieliby sprzedać swoją ziemię po niższych cenach? Powinni wymazać z mózgu informacje, że pod i terenem znajdują się złoża ropy?

Phobs 2011-05-07

@Odnośnie zabawy z ropą... 
 
Informacja to nie samo co dzieło. 
Informacja to jakaś idea - np. Litwa jest piękna. 
Dzieło to konkretny tekst - np. 'Litwo ojczyzno moja, ty jesteś... itd.' 
 
Jeśli informacja o ropie rozprowadzona została na jakimś fizycznym nośniku (to jest np. w postaci nielegalnie powielonego dokumentu), wtedy właściciel oryginalnego dokumentu ma pełne prawo aby żądać zniszczenia bezprawnie wykonanych odbitek. Wiedza o ropie pozostanie w pamięci, ale prawo autorskie zostanie uszanowane.  
 
Farmerzy mają prawo wykorzystać wiedzę, zaczerpniętą z dokumentu, ale nie jest to równoważne z daniem im prawa własności do samego dokumentu, w którego posiadanie weszli w sposób nielegalny. Pamięć o informacjach zaczerpniętych z dokumentu, a posiadanie tekstu dokumentu zapisanego na twardym dysku to przecież dwie różne rzeczy... 
 
Prawo autorskie nie zabrania korzystać z wiedzy...  
Informacja tkwi w twojej głowie. 
Prawo autorskie zabrania kopiować słowo w słowo...  
Tekst należy wyłącznie do autora. 
 
Jeśli osoby trzecie roszczą sobie prawa, których nie mają - przymus jest uzasadniony.

pawelooss 2011-05-07

A ja odbiegnę trochę od tematu IP, ale jak się okaże wcale nie tak bardzo. ;) 
 
Najpierw niech ktoś mi wyjaśni zasadność ścigania za tak abstrakcyjny zarzut jak "paserstwo" w aspekcie "nabycia rzeczy uzyskanej za pomocą kradzieży". 
 
Nowak ukradł Kowalskiemu płytę Kazika. Następnie poszedł do Kwiatkowskiego, który ją odkupił. Z jakiej racji ma się teraz ścigać Kwiatkowskiego, jeśli z jego perspektywy to Nowak był jej właścicielem? 
 
Wg mnie Kwiatkowski może z własnej woli odstąpić płytę pierwotnemu właścicielowi Kowalskiemu. Nowak natomiast powinien zapłacić odszkodowanie za kradzież Kowalskiemu oraz drugie za oszukanie Kwiatkowskiego. 
 
Jednak nie wyobrażam sobie, by siłą odbierać tę płytę Kwiatkowskiemu. Czy to gwałt na Kowalskim? Niekoniecznie. Przecież złodziej mógł się nigdy nie znaleźć, a nawet jeśli, to mógł tą płytę zniszczyć. Czyli od momentu kradzieży jest ona w większym bądź mniejszym stopniu spisana na straty.

dorota 2011-05-07

pawelooss, jeżeli Kwiatkowski działał w dobrej wierze, czyli nie wiedział że płyta jest kradziona lub NIE MÓGŁ SIE DOMYŚLIĆ że tak jest, to płyta zostaje jego, a Kowalski od Nowaka może domagać się odszkodowania. 
 
Kwestia jest taka, że kiedy znajdujesz jakąś płytę na torrentach, to nie trzeba mieć nawet połowy mózgu żeby wiedzieć lub się domyślać, że nie jest legalna.

dorota 2011-05-07

a jeżeli Kwiatkowski wiedział np. że Nowak jest paserem, to ochrona mu z oczywistych przyczyn nie przysługuje.

Phobs 2011-05-07

@Paweloss 
Pomyśl o tym tak. Po złapaniu złodzieja: 
 
Nowak nie ma pieniędzy i pójdzie siedzieć. [-1]ZŁODZIEJ 
Kwiatkowski odniósł korzyść, kupił płytę po cenie Nowaka. [+1]KUPIEC 
Kowalski odniósł stratę ponieważ ktoś ukradł mu płytę. [-1]WŁAŚCICIEL 
BILANS [-1] 
 
*Strata Kowalskiego leży w tym, że on dobrowolnie nie sprzedał swojej płyty Kwiatkowskiemu. Nawet jeśli odzyska pieniądze - pozbawiamy go prawa do odzyskania swojej własności. A jeśli Kowalski powie, że jego płyta z autografem Kazika nigdy nie miała być wystawiona na sprzedaż? 
 
Wszyscy coś zyskali, tylko właściciel stracił. 
Jak wyrównać bilans? Niech Nowak zwróci Kwiatkowskiemu tyle ile ten zapłacił mu za płytę, a Kwiatkowski zmuszony będzie oddać płytę Kowalskiemu. Dodatkowo jeszcze dowalimy jakąś karę Nowakowi. 
 
Nowak nie ma pieniędzy i pójdzie siedzieć. [-1]ZŁODZIEJ 
Kwiatkowski ma tyle samo co na początku [ 0]KUPIEC 
Kowalski odzyskał płytę, ma tyle co na początku [ 0]WŁAŚCICIEL 
BILANS [-1] 
 
Każdy oprócz złodzieja wraca do statusu quo. Co jest bardziej sprawiedliwe?

pawelooss 2011-05-07

"Nowak jest paserem" 
Nie! On jest złodziejem! Zarzut paserstwa miał być postawiony Kwiatkowskiemu. 
 
"jeżeli Kwiatkowski działał w dobrej wierze" 
A jeśli wiedział, od kogo kupuje? Zastanówmy się, co to zmienia. Liczą się fakty. Transakcja została dokonana, deal został ubity, płyta jest Kwiatkowskiego. 
 
Kwiatkowski płyty nie ukradł. Co najwyżej można postawić mu zarzut niezgłoszenia przestępstwa, jeśli o nim wiedział. Jednak płyta winna zostać jego.

pawelooss 2011-05-07

"Co jest bardziej sprawiedliwe?" 
Zakładasz, że Kwiatkowski się zgodzi odsprzedać. A jeśli nie - pałą go? 
 
Nowak po złapaniu powinien się wystarać, aby naprawić swą szkodę, tj. zaoferować Kwiatkowskiemu taką cenę, za jaką zechce płytę z powrotem odsprzedać. Oczywiście Kwiatkowski nie jest głupi i doliczy sobie coś za to zamieszanie, co wypełni napisany przeze mnie punkt: "Nowak natomiast powinien zapłacić odszkodowanie (...) za oszukanie Kwiatkowskiego". 
 
"Nowak nie ma pieniędzy i pójdzie siedzieć." 
W normalnym państwie szkodę powinien odpracować, a nie "siedzieć"...

JaraS 2011-05-07

"Jeśli osoby trzecie roszczą sobie prawa, których nie mają - przymus jest uzasadniony." 
 
Równie dobrze mogę powiedzieć, że przymus w stosunku do osób zażywających marihuanę jest uzasadniony, bo te osoby roszczą sobie prawa, których nie mają. Pytanie brzmi "Czy te prawa nie są absurdalne?" 
 
Jeżeli coś nie jest dobrem rzadkim, czynienie z tego takie na siłę, nie jest mądre. Prawo własności intelektualnej jest sztuczne i rozumie to 90% użytkowników internetu. Nie uważam za rozsądne twierdzenie, że można byś właścicielem tekstu, melodii, czy informacji, bo ich użycie przez jedną osobę, nie ogranicza użycia przez inne. Ten absurd widać gdy porównuje się przykłady własności i własności intelektualnej.

Phobs 2011-05-07

@dorota 
Jednej rzeczy nie rozumiem - jeśli złapią złodzieja, który opchnął komuś ukradzioną mi własność, to co się wtedy stanie?  
 
Nie jest tak, że rekompensata pieniężna powinna należeć się osobie, która w dobrej wieże dokonała transakcji ze złodziejem a ja jako osoba najbardziej poszkodowana powinienem mieć możliwość odzyskania tej rzeczy, którą mi ukradziona?

JaraS 2011-05-07

Przykład z płytą dobrze ukazuje co napisałem wyżej. Kowalski stracił płytę, nie może jej już używać. Co traci jeżeli Nowak zabrałby mu płytę, skopiował i oddał niepostrzeżenie?

nikodem 2011-05-08

"To, że ktoś ci sprzedaje jakiś przedmiot nie oznacza automatycznie że sprzedaje Ci wszystkie prawa do niego - jeżeli wyraźnie tego nie robi (bo jest umowa licencyjna) to znaczy, że nie stajesz się właścicielem utworu, a jedynie jego nośnika." 
 
Zgadzam się. Jednak mnie osobiście irytuje to, co robią wydawcy i sprzedawcy. Wyobraźmy siebie przeciętnego człowieczka. Idzie taki do sklepu, wybiera płytę, płaci, przynosi do domu, ściąga folię z pudełka, wyciąga płytę i ... niespodzianka. Na płycie jest jakiś napis, który to zakazuje tego a tamtego. Taki człowieczek nie uszanuje tej umowy bo jej nie zaakceptował, nie czytał, nie podpisał, nawet nie kliknął ‘akceptuję’. To taki sam problem jak z ‘Pobieraczkiem’. Klient myśli, że kupuje coś, a sprzedawca twierdzi, że sprzedaje coś innego. Tak nie może być! 
 
Jest jeszcze jedna kwestia. Jestem przeciwny, żeby w obecnej sytuacji ścigać z urzędu wszystkich, którzy ściągnęli sobie muzykę czy film z internetu. Kradzież roweru - rozumiem - jednemu znika, drugiemu przybywa. Tymczasem po skopiowaniu zawartości płyty, tak zwany złodziej zyskuje ma a właściciel nie traci. Cudowne rozmnożenie. Mamy zakazać cudów? Można jedynie winić kogoś, że nie uszanował umowy i pozwolił skopiować płytę. Ale wtedy trzeba go wskazać palcem i zaprosić do sądu. Dlatego szacun dla Phobs’a za to zabezpieczanie aplikacji. Uważam, że każdy jest zobowiązany do ochrony swojej własności zarówno materialnej jak i intelektualnej. Nie można wiecznie liczyć na policję.

pawelooss 2011-05-08

"gdy porównuje się przykłady własności i własności intelektualnej." 
Aż od razu pomyślałem o sprawiedliwości i sprawiedliwości społecznej. xD 
 
 
OT: Jeśli konserwatywny liberalizm nie jest tym samym, co liberalizm, to jest jego przeciwieństwem, a przeciwieństwo liberalizmu to faszyzm! 
Odpowiedzią jest: konserwatyzm wolnorynkowy. ;)

pawelooss 2011-05-08

"Nie jest tak, że rekompensata pieniężna powinna należeć się osobie, która w dobrej wieże dokonała transakcji ze złodziejem a ja jako osoba najbardziej poszkodowana powinienem mieć możliwość odzyskania tej rzeczy, którą mi ukradziona?" 
Tylko co w sytuacji, gdy znalazła już nowego właściciela? Intencje nie zmienią tego faktu. Wtedy odebranie płyty Kwiatkowskiemu też jest gwałtem na jego własności. Chyba że dobrowolnie zgodzi się na odszkodowanie, ale wtedy nie ma żadnego problemu i wątpliwości. 
 
"Taki człowieczek nie uszanuje tej umowy bo jej nie zaakceptował, nie czytał, nie podpisał, nawet nie kliknął ‘akceptuję’." 
Trudno, niech spróbuje reklamacji albo płacze nad rozlanym mlekiem. 
 
"Co traci jeżeli Nowak zabrałby mu płytę, skopiował i oddał niepostrzeżenie?" 
W moim przykładzie chciałem się właśnie odsunąć się od abstrakcyjnych oraz niejednoznacznych wytworów intelektu, dlatego odniosłem się do sytuacji dziejącej się w świecie jak najbardziej fizycznym. Nie sądzę, by mieszanie tego teraz z IP było adekwatne, bo traci się tę czytelność i prostotę. ;)

pawelooss 2011-05-08

"Czytałem gdzieś, że przemysł muzyczny stosuje podobne metody znakowania każdej kopii unikalnym 'kluczem', tak że widząc nielegalną kopię produktu można łatwo namierzyć właściciela oryginału." 
Ot, i właśnie! Tu jest rozwiązanie! 
 
Jak pierwsi koloniści Ameryki wytaczali granicę swojej własności? Ile ziemi niczyjej udało się komuś otoczyć płotem, tyle było jego. A dla niektórych plemion "własnościowanie" ziemi już w samo sobie nadal jest abstrakcyjne.

Radek 2011-05-08

Nie wiem czy Kaźik nie zasiedział się w takim myśleniu "komercja jest zła". Pokutowało to kiedyś w polskim środowisku hiphopowym.Każdy artysta ktory pokazuje się w telewizji nagrywa teledyski sprzedaje płyty , występuje w reklamach, zarabia pieniądze jest sprzedajną kurwą. Tylko jest pytanie skąd taki artysta ma mieć pieniądze na życie skoro jego fan edukowany na tym że komercja jest zła czym szybciej piratuje jego płytkę. Takie myślenie w polsce skończyło z 10 lat temu a na zachodzie to chyba nigdy nie istniało. Niestety biedaczek kazik zasiedział się w tym myśleniu że wszystko co komercyjne jest złe.

mej 2011-05-08

Oczywistym jest, że prawa autorskie nie mogą być uznane za tożsame z własnością rzeczy. Kinsella ma rację, że prawa autorskie to zwykły monopol państwowy. Na wolnym rynku można sobie wyobrazić 'dzierżawę' nośników. ale na pewno wykonanie i sprzedaż kopii nie byłyby karane.  
 
Można udowodnić, że istnieje tu renta monopolistyczna: autor celowo zmniejsza liczbę egzemplarzy dzieła w obrocie, aby utrzymać ich wysoką cenę, gwarantującą mu zyski. To podręcznikowa definicja monopolu. Na wolnym rynku, cena towaru (wskutek konkurencji) ma tendencję do spadania aż osiągnie poziom kosztów produkcji.  
 
Obrona praw autorskich, to obrona korporacjonizmu.

Phobs 2011-05-08

@58 
 
1. 
Jeśli uważasz, że koszt produkcji własności intelektualnej jest równy zeru, to jakim cudem pracownik umysłowy dostaje wynagrodzenie za pracę? 
 
2. 
Na wolnym rynku panuje dowolność zawierania umów.  
>Prawo autorskie nie wynika z widzimisię państwa.  
>Prawo autorskie bierze się z warunków umowy 'sprzedawca - kupujący' lub 'twórca-użytkownik'. Umowa dołączona jest zwykle do fizycznego nośnika (książka, płyta) i określa zasady rozporządzania dobrem rzadkim (np. Nie wolno ci kopiować danych zapisanych na TEJ PŁYCIE.). 
 
Jeśli łamiesz umowę, którą zawarliśmy - inicjujesz przemoc wobec mnie. 
Jeśli zabraniasz mi sformułowania takiej umowy - jesteś zwolennikiem wprowadzenia odgórnych regulacji. 
 
Kto tutaj wychodzi na obrońcę korporacjonizmu? 
 
Ponownie zacytuję Rothbarda: 
"Since the buyer does not buy the property outright, but only on this condition, any infringement of the con­tract by him or a subsequent buyer is implicit theft and would be treated accordingly on the free market. The copyright is there­fore a logical device of property right on the free market."

pawelooss 2011-05-08

@Phobs, zgadzam się, jednak musi to dotyczyć wyłącznie tych osób, które zawarły umowę. Nie można jednak stosować przemocy w stosunku do osób, które znalazły coś "w drugim obiegu". Jak firmy to rozwiążą? W sumie nie mój interes - na wolnym rynku zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie. Choćby te indywidualne klucze, które zamieniają dobra ogólne (myśli) w dobra rzadkie (opatrzone stosownym oznaczeniem).

JaraS 2011-05-08

Ok, ale umowa obowiązuje tylko osoby, które ją z Tobą zawarły. Kto ściągnął kopię płyty, nie zawierał umowy. Najlepiej zapisz w licencji karę umowną za skopiowanie np. milion dolarów. Wystarczy, że sąd skaże kilka osób na taką karę i zobaczysz ile sprzedasz egzemplarzy następnej płyty. Wątpię, czy ktoś w ogóle się skusi, bo użycie takiej płyty w komputerze podłączonym do sieci, jeżeli nie jesteś specem od zabezpieczeń (podejrzewam, że i tak na każdego speca znajdzie się lepszy) wiązałoby się z ogromnym ryzykiem. W ogóle najlepiej taką płytę trzymać w sejfie.

mej 2011-05-08

@ 59 
Jeśli chcesz ze mną dyskutować, musisz odnieść się do moich argumentów. Na razie w punkcie 1. atakujesz słomianą kukłę a w punkcie 2. uciekasz od mojego (właściwie Kinselli) argumentu. 
 
Odpowiedz na pytanie: dlaczego autor 'własności intelektualnej' ma mieć przywilej pobierania renty monopolistycznej? Wtedy odpowiem.

dorota 2011-05-08

JaraS, złodziej w sklepie też nie podpisuje umowy sprzedaży, więc jest czysty.

dorota 2011-05-08

tylko błagam, znowu bez argumentu, że właścicielowi piosenki nic nie ubywa, bo teraz rozmawiamy o perspektywie bycia związanym umową, której się nie zawarło. 
 
Nie wiem po co w ogóle takie mnożenie bytów. Jeżeli przyznajecie prawu własności wartość nadrzędną, to właściciel piosenki (jej twórca) może dowolnie kształtować stosunki prawne i decydować kto i jak ma korzystać z jego rzeczy. 
 
Czy ktoś łamie umowę którą podpisał, czy po prostu kradnie piosenkę, uzyskuje utwór BEZ ZGODY WŁAŚCICIELA i tylko to się liczy.

JaraS 2011-05-09

Z tym, że upubliczniony utwór nie jest już dobrem rzadkim. Wbij sobie do głowy, że własność dotyczy dóbr rzadkich.

pawelooss 2011-05-09

Aha, przykład z inflacją jest nietrafiony, bo drukowanie pieniędzy na drukarce jest zwykłym oszustwem, a nie kradzieżą. Banknoty to bowiem certyfikaty, dokumenty poświadczające ilu (haha ;]) sztabkom złota odpowiadają.

pawelooss 2011-05-09

Poza tym ciąg bitów nie jest rzeczą. "Ukradłem ci pomysł!" xD

dorota 2011-05-09

To jak taka idiotka płacę za telewizję i internet w domu a to kurwa powinnam była podpierdzielić sąsiadowi, bo to niematerialne jest, więc jakim prawem TPSA by miała się ogłosić właścicielem czegokolwiek tam. 
 
Ba, jak kradnę prąd sąsiadowi to to nie jest kradzież, bo prąd jest niematerialny. Jakie to wszystko jest genialne!

dorota 2011-05-09

No i prąd nie jest dobrem rzadkim, bo w każdym kablu płynie. Brilliant!

pawelooss 2011-05-09

Jak to? Prąd jest wiązką elektronów, czyli cząstek jak najbardziej materialnych. Dobrem nierzadkim byłby, gdyby dałoby się go skopiować bez zużycia w tym celu jakichkolwiek innych materiałów. Dane na dysku są natomiast takim dobrem nierzadkim, gdyż jest to informacja zapisana za pomocą struktury magnetycznej, przy czym niezależnie od rodzaju tych informacji (same zera to też dane) dysk pozostaje ten sam. Nawet powietrze teoretycznie jest dobrem rzadkim.

dorota 2011-05-09

muzyka też jest dobrem materialnym, bo jest dźwiękami poruszającymi się pomiędzy atomami. Nie wspomnę o tym, że dane na CD też są jak najbardziej materialne. Danych na dysku też nie skopiujesz bez prądu, komputera i wielu innych dóbr równie rzadkich.

dorota 2011-05-09

Aha, atomy pomiędzy którymi porusza się muzyka też są dobrem rzadkim. W próżni nie ma muzyki.  
 
jeżeli prąd jest materialny (każdy kto ma jakiekolwiek pojęcie o prawie cywilnym by cię tu wyśmiał), to tym bardziej muzyka.

dorota 2011-05-09

Plus, niezależnie od tego od kogo będziesz prąd podpierdalać, to telewizor pozostaje to telewizor pozostaje ten sam. 
 
Rozwala mnie twoja argumentacja, ja kończę, bo się turlam po ziemi ze śmiechu.

dorota 2011-05-09

ps. elektrony nie mają struktury, nie są to żadne cząstki, które można uchwycić w jakimkolwiek miejscu w czasie (chmury elektronowe). Jeżeli nawet elektrony to według Ciebie dobra materialne, to wszystko nimi jest, amen.

pawelooss 2011-05-09

Dlatego piszę, że ze mnie żaden prawnik, a tym bardziej prawa rzymskiego. ;) 
 
Muzyka jest akurat dobrem niematerialnym, tak samo jak wszystkie myśli. Instrumenty, papier (dla zapisu nutowego) są jedynie narzędziami odtwórczymi. Przecież astronaucie też może grać w duszy muzyka. xD 
 
Jeszcze raz też powtórzę - każdy dysk jest zawsze maksymalnie wypełniony danymi. Oczywiście jeśli są to same zera, traktujemy go jako pusty. Niemniej jednak jest tylko narzędziem do zapisu (zmaterializowania) danego dobra, a nie tym dobrem samym w sobie. 
 
Chyba że uzna się, że nie ma nic niematerialnego, bo mózg i połączenia neuronowe też są takim narzędziem. Ale wtedy trochę kiepsko nazywać tę kwestię własnością _intelektualną_. (Się to pogmatwane robi.) 
 
Co do cząstek elementarnych, to z tego co pamiętam z rozszerzonej chemii mają one charakter korpuskularno-falowy, a więc w danym momencie można obliczyć albo prędkość, albo położenie, czyli gdy są rozpędzone - są falą, a gdy się je zatrzyma - przeistaczają się już jak najbardziej w materię. 
 
"Danych na dysku też nie skopiujesz bez prądu, komputera i wielu innych dóbr równie rzadkich." 
Tak i nie. Gdy ktoś nagrywa cover, to przecież nie odwzorowuje dokładnie wszystkich linii melodycznych, a nadal może być posądzony o kopiowanie.

JaraS 2011-05-09

Czy prąd jest nieskończony? Czy jak "podpierdolisz" komuś prąd, to mu tego prądu nie ubędzie? Spróbuj "podpierdolić" komuś powietrze.

pawelooss 2011-05-09

Chwila, zamotałem się, bo filozof ze mnie marny. :P Ale już doszedłem. :D 
Wszystkie dobra materialne są rzadkie, bo materia jest skończona (bo nawet jeśli wszechświat się rozszerza, to planety się od siebie oddalają). 
 
JaraS, można komuś ukraść powietrze, wystarczą odpowiednie warunki, np. szczelna kabina. ;] 
 
Mózg jest jednak tym narzędziem, bo po śmierci co najwyżej pozostają w nim stare połączenia neuronowe, lecz samoczynnie nie tworzą się nowe. Nierzadkie są natomiast dobra niematerialne. 
To życie, uczucia, myśli, emocje są niemierzalne, a co za tym idzie nie da się nimi handlować. Można np. zapłacić komuś, by wielbił słowem i czynem króla, ale nie można stać się panem jego sumienia. 
Duszy i jej aspektów nie da się sprowadzić do własności dóbr materialnych rzadkich. Człowiek wierzący powie, że jest ona własnością Boga. 
 
 
A teraz odnośnie "praw" intelektualnych - dzięki internetowi znaleźliśmy się w takim punkcie, że albo wszystkie biznesy czeka znalezienie nowego modelu sprzedaży, albo będzie trzeba liczyć się z ogromnym wzrostem inwigilacji, no bo inaczej jak kontrolować, czy ktoś przypadkiem w tym a tym mailu albo przez skype'ową rozmowę czegoś nie "kradnie"? 
Już teraz wykorzystuje się bzdurne przepisy antynarkotykowe w celu wynajdywania pretekstów do szczegółowych przeszukań. Nie wyobrażam sobie, co to będzie, jak wszystkie koncerny zbiorą się i wymuszą na państwach ogólnoludzką nagonkę. Witaj, Urzędzie Kontroli Internetu...

Lord Blick 2011-05-09

Pragnę się pochylić na tzw. "prądem" i to od strony prawnej... Art. 278 § 5 kodeksu karnego... 
prawoity.pl - "Co jest istotą kradzieży?"

nikodem 2011-05-09

Dobrze gadasz pawelooss...  
Jeśli dajemy ludziom prawo do własności intelektualnej a państwo ma chronić tego prawa, to musi dostać (zabrać) na to fundusze. Obecnie nie możemy sobie pozwolić na ściganie za każdą jedną mp3 czy skopiowaną stronę z książki. A nawet gdyby te fundusze jakoś od ludzi wycisnąć to mamy zagwarantowaną wielką inwigilację.  
Dlatego apeluję do wszystkich twórców dóbr niematerialnych. Zastanówcie się, czy ochrona waszej własności nie przynosi państwu większych strat niż wy wnosicie do budżetu. Może pora pomyśleć nad zabezpieczeniami nośników, albo nad zmianą branży? Nie tupcie nóżkami jak dzieci, bo wam się należy, tylko weźcie swoje sprawy w swoje ręce.

teryasic 2011-05-09
teryasic 2011-05-09

^^^ Kumple? Może mają tego samego adwokata?

Pawcio 2011-05-10

Jak macie problem z definicjami, to polecam zajrzeć na wikipedię 
pl.wikipedia.org 
 
Z tego wprost wynika, że powietrze prawie na całym świecie JEST dobrem rzadkim. Wyjątkiem mogą być tylko jakieś duże miasta typu Moskwa, gdzie czasami czystego powietrza do oddychania zaczyna brakować dzięki smogowi, albo w większej skali np. Księżyc:) 
 
Idąc tym torem rozumowania, zwracając szczególną uwagę na warunek, że popyt musi być zaspokojony przy zerowej cenie, można łatwo zauważyć, że wszystko, co występuje w formie cyfrowej jako zera i jedynki nie jest dobrem rzadkim, natomiast takie niematerialne rzeczy jak fale radiowe, czy, jak niektórzy chcą, prąd, są z całą pewnością dobrami rzadkimi, bo nie są ogólnodostępne za darmo dla wszystkich i nigdy nie były. Filozofowanie o strukturze atomu nie jest konieczne:)  
 
W ogóle rozdzielanie dóbr na materialne i niematerialne jest mylące, bo w tym przypadku przez "niematerialne" nie powinno rozumieć się takich rzeczy jak powietrze, czy fale radiowe, ale idee. Czyli najprościej rzecz ujmując, całościowy dorobek intelektualny ludzkości: wszystkie pomysły, projekty, dzieła literackie, muzyczne, plastyczne itd. Wiele z tych rzeczy można powtórzyć, czy powielić nawet bez pomocy cyfrowej technologii. Piosenkę zasłyszaną parę razy można samemu zagrać i zaśpiewać, obraz namalować tylko patrząc na wygląd oryginału, wiersz spisać w trakcie słuchania, jak ktoś recytuje itd. Oczywiście trzeba tez oddzielić od samego powielania, oszustwo przy podawaniu autorstwa. Fałszerstwo, czy plagiat to co innego, niż kopiowanie. 
 
Dodając do tego wywodu kwestię uzasadnienia istnienia własności prywatnej, jakim jest właśnie rzadkość dóbr, można łatwo dojść do wniosku, że "własność intelektualna" nie istnieje. Kaprys twórcy dotyczący ograniczania dostępności swojego dzieła powinien móc być więc możliwy tylko na drodze dobrowolnych umów. A one jak wiadomo dotyczą tylko stron umowy, a nie całego społeczeństwa. 
 
Oczywiście powtórzyłem tylko część tego, co napisał Kinsella w swoim artykule, ale rozumiem, że to jednak tekst dłuższy, niż jedna strona i niektórym nie chce się go czytać:)

pawelooss 2011-05-11

O, proszę! To już się dzieje, do czego doprowadza nietrzymanie się definicji własności w kontekście dóbr rzadkich. 
 
"Chodzi o wprowadzenie filtra, który blokowałby w Sieci niewłaściwe strony i serwisy. Powstałaby też czarna lista witryn, przed którymi należy chronić Europejczyków. W ten sposób lobbujące za nowym prawem organizacje w rodzaju MPAA chcą zwalczać piractwo w Internecie, ale również zagrożenia polityczne." 
 
korespondent.pl 
 
___ 
 
A co do nowego modelu biznesowego, to firmy już same powoli zaczynają go wprowadzać. Chodzi mi o aplikacje "w chmurze", czyli wykupywanie czasu korzystania z danego programu, który znajduje się na serwerze producenta. Da się więc osiągać zyski bez naruszania własności i prywatności innych oraz nie korzystając z przywilejów IP? Jak widać potrzeba matką wynalazków.

Dodaj komentarz...

Marcin Hugo Kosiński


Libertarianin. Przedsiębiorca. Dziennikarz.

Właściciel radia KonteStacja. Od ponad 12 lat, propagator wolności słowa, nieszablonowego podejścia do własnego życia i kreatywnej edukacji.

Założyciel newslettera Ideoskop.pl mówiącego o niebabalnych pomysłach na biznes, które ktoś gdzieś wdrożył w życie oraz platformy edukacyjnej Edukatorium.pl dla osób przedsiębiorczych.

A do tego jeszcze bloger w Kosinski.IT

Prowadzi audycję na żywo Wydanie Główne od której się wszystko zaczęło. Jest wciąż główną pozycją rozgłośni. Niebanalne tematy i ciekawi goście. W poniedziałki o 21.00


Medale:

Program miesiąca
brązowy

Prowokator miesiąca
brązowy
Inne audycje tego autora:




Koniec polskich spółek w UK? (1) - 3 tygodnie temu

Za tanie linie lotnicze (8) - 4 tygodnie temu

Jak omijać kontrolę państwa (9) - 5 tygodni temu

Kto blokuje zakup kryptowalut? (5) - 6 tygodni temu

Więcej audycji...
Ile zapłacisz za nowe seriale (5) - 7 tygodni temu


Nie będę płacił za Twoje mieszkanie (19) - 2 miesiące temu


Dlaczego nie warto wracać do Polski? (8) - 3 miesiące temu


O jedna wyplatę mniej (3) - 3 miesiące temu


Wolnościowcy upadają (13) - 4 miesiące temu



W tym kraju wszyscy chcą Cię okraść (10) - 4 miesiące temu

A klientów mamy w nosie (1) - 4 miesiące temu

Za co lubię Unię Europejską (18) - 5 miesiące temu

Czy wziąłbyś order? (22) - 5 miesięcy temu



Twoje hasła są za słabe! (6) - 6 miesięcy temu

Niemcy cenzurują internet (4) - 6 miesięcy temu

Do apteki dopłyniesz wpław (7) - 6 miesięcy temu


Wywiad z terrorystą (34) - 7 miesięcy temu


Kto spekuluje masłem? (3) - 7 miesięcy temu

Czy Asbiro to sekta? (12) - 8 miesięcy temu

Czy chciałbyś tyle zarabiać? (15) - 8 miesięcy temu


Nie wolno prowadzić firmy z knajpy (5) - 8 miesięcy temu


Lewak zmusza do picia wódki (9) - 9 miesięcy temu

Trump chce zatruć płuca rodaków (15) - 9 miesięcy temu


Chcę sprzedać nerkę męża! (24) - 9 miesięcy temu

Marnowanie żywności jest opłacalne (6) - 10 miesięcy temu

No to nacjonalizujemy hazard (4) - 10 miesięcy temu

Warto być biednym (8) - 10 miesięcy temu

Czy Kościół kradnie? (5) - 10 miesięcy temu


Jednak nie zamierzał rzucić krzesłem (3) - 11 miesięcy temu


Poprzez wódkę cenzurują sklepy (8) - 11 miesięcy temu


Jednolite okradanie podatników (6) - 11 miesięcy temu


Na chuja nam dzietność? (13) - ponad rok temu







Jak spożywać piwo publicznie? (1) - ponad rok temu


Polska skazała terrorystę (6) - ponad rok temu




Człowiek, który dostał po d... (5) - ponad rok temu




Do czego prowadzi socjalizm? (5) - ponad rok temu















Bandyta, ale polski bandyta (13) - ponad rok temu

Urzędnik przy każdym dziecku (7) - ponad rok temu





Jak unikać długów? (1) - ponad rok temu

Ich firmę likwiduje się od 20 lat (10) - ponad rok temu






Bluzgi, bluzgi, bluzgi... (20) - ponad rok temu

Znamy wyniki wyborów (21) - ponad rok temu






Majonezowi mówimy NIE (16) - 2 lata temu





Koniec z handlem dziećmi (10) - 2 lata temu

Ujawniamy prawdziwego trolla (3) - 2 lata temu










"Te wybory to przełom" (24) - 3 lata temu



Po co mieszkać w Polsce? (11) - 3 lata temu

Hugo w Business Misji (6) - 3 lata temu




Jak nie płacić mandatów? (4) - 3 lata temu



Obalamy mity nt. energetyki (40) - 3 lata temu







Czy alimenty powinny istnieć? (29) - 3 lata temu









Idziemy palić opony pod sejm (9) - 3 lata temu









To mit, że trzeba płacić ZUS (10) - 3 lata temu


Możesz jeździć na gapę (10) - 3 lata temu



Korwinowsko i emigracyjnie (14) - 3 lata temu










Dlaczego tutaj jest tak drogo? (13) - 4 lata temu

Górnicy mordują ludzi (19) - 4 lata temu





Wolni ludzie się nie żenią (12) - 4 lata temu


Dlaczego lepiej być debilem? (9) - 4 lata temu



Pracuje jeden dzień w tygodniu (18) - 4 lata temu


Przepracowała 17 lat w ZUS-ie (23) - 4 lata temu


Czy Owsiak kradnie? (26) - 4 lata temu

Czy Żydzi są terrorystami? (18) - 4 lata temu






Jak zabrać 15 milionów? (42) - 4 lata temu


Jak wygrać 24 MacBooki (17) - 4 lata temu


Co powinien spalić narodowiec? (61) - 4 lata temu




Czy wolno gwałcić publicznie? (17) - 4 lata temu


Ile dałbyś za dziecko? (25) - 4 lata temu


Jak kraść? (49) - 4 lata temu


Opodatkujmy rowerzystów (29) - 4 lata temu

Ja zawsze chcę pić... (18) - 4 lata temu





Jak zabić krowę? (46) - 4 lata temu


Czy należy płacić podatki? (24) - 4 lata temu





Jak wycenić dziecko? (9) - 5 lata temu

MLM to ściema (67) - 5 lata temu





Dupy z Wykopu (40) - 5 lata temu







Czy Polacy to kapusie? (44) - 5 lata temu






Kontestatorskie życzenia (6) - 5 lata temu




Czy na taką partię czekamy? (30) - 5 lata temu











Czy rolnicy nas okradają? (43) - 5 lat temu





Jak manipulują media? (12) - 5 lat temu


Nietypowe lekarstwo na kaca (5) - 5 lat temu





Korporacje są wyzyskiwane! (23) - 6 lat temu


Wódka czy panienki? (19) - 6 lat temu


Jak nie płacić mandatów? (12) - 6 lat temu


Martin: Jak rzuciłem etat? (27) - 6 lat temu

Gdzie są nasze pieniądze? (13) - 6 lat temu

Squatter przejmuje audycję! (44) - 6 lat temu


Jak się wykańcza firmy (6) - 6 lat temu






Panie, jak protestować? (31) - 6 lat temu

ACTA samo zło (87) - 6 lat temu












ZUS jako partner biznesowy (13) - 6 lat temu

Naloty na graczy (17) - 6 lat temu


Wieczór powyborczy (61) - 6 lat temu

Wręcz przeciwny tygodnik (46) - 6 lat temu




Ile powinien zarabiać poseł? (14) - 6 lat temu


Cała prawda o szczepieniach (22) - 6 lat temu

Nie bądź Jeleniem! (12) - 6 lat temu







Przemyt to grzech! (39) - 6 lat temu

Sześciolatki do szkoły? (68) - 6 lat temu



Nowe podatki Unii Europejskiej (22) - 7 lat temu





Krągły fetyszyzm (38) - 7 lat temu






Frondo, nie idź tą drogą! (31) - 7 lat temu



Demaskujemy manipulacje TVN (31) - 7 lat temu



Bereta LIVE 2/2 (68) - 7 lat temu

Bereta LIVE 1/2 (33) - 7 lat temu




Świat wg PARP godzina druga (7) - 7 lat temu


Dziękujemy ci Platformo (27) - 7 lat temu

Czy Windows jest zbyt drogi? (56) - 7 lat temu



Ta złodziejska prywatyzacja (36) - 7 lat temu







Telewizja śniadaniowa (20) - 7 lat temu


Prawa posiadaczy broni (4) - 7 lat temu


Oszustwa na fotoradarach (6) - 7 lat temu


Jak robią nas w balona (33) - 7 lat temu




Czy media kłamią? (38) - 7 lat temu






Rób, do cholery, dzieci! (11) - 7 lat temu









Dlaczego zarabiasz tak mało? (66) - 8 lat temu

KonteStacja pisze książkę (65) - 8 lat temu










ZUS emigruje do USA (15) - 8 lat temu



Tylko tutaj nie ma cenzury (32) - 8 lat temu


Jak ukraść dziecko? (9) - 8 lat temu

cHWDP reaktywacja! (12) - 8 lat temu





Martin o PKP w TVN (4) - 8 lat temu



Krzyże w szkołach??? (23) - 8 lat temu

Wymyślamy partię idealną (5) - 8 lat temu


O buncie informatyków (8) - 8 lat temu







UE powstała! (2) - 8 lat temu

Pilot pierwszego sezonu (5) - 8 lat temu

A dzisiaj polecamy:
 align="center">
Program sponsorują:

Pracawsieci.net - - 20.00
Zarabianie przez internet - - 20.00
Tomek - - 10.00
wypożyczalnia samochodów - - 20.00
blogobiznesie.com - - 20.00
Piaskowiec - - 20.00
Posadzki - - 20.00

Możesz i ty zasponsorować >>>

Promuj radioWydrukujDaj komuś ulotkęChcesz prowadzić audycję?Kontakt